Daj przekonać się do marketingu!

Daj przekonać się do marketingu!

Wiele twórców nie lubi reklamować swoich książek, ponieważ nie uznaje marketingu za jedną ze składowych pracy Autora. Raczej panuje ogólne przekonanie o tym, że jeśli książka się spodoba, reszta przychodzi sama lub leży w kwestii wydawnictwa. „Najpierw książka, później Autor „- niestety ta zasada nie zadziała w self-publishingu (i raczej też nie sprawdza się w innych formach wydawania).
Warto zatem podkreślić, że jeśli self-publisher sam nie zadba o swój wizerunek, nikt za niego tego nie zrobi i dlatego należy zweryfikować kilka błędnych założeń na temat marketingu.

1. „Moja książka sprzeda się sama.” 

To stwierdzenie obrosło już chyba legendą. Skoro książka jest dobra, to ludzie będą chcieli ją kupować… a to właśnie chwyt marketingowy, który stosują większe firmy. Najpierw lokują duże sumy w reklamę, by potem przekonywać odbiorcę, że produkt jest po prostu tak dobry, że rozchodzi się, jak ciepłe bułeczki. Niestety znamy przypadki publikacji, które zostały nagradzane, a ginęły w gąszczu mniej utytułowanych pozycji. Jeśli nie powiesz wystarczającej liczbie osób o swojej książce – nikt się o niej nie dowie… i nikt do niej nie dotrze.

2. „Nie będę się reklamować, bo nie o to w tym chodzi.”

Tutaj należy zastanowić się, czym jest dla Ciebie reklama. Marketing to raczej sposób nawiązania rozmowy o Twoim produkcie niż nachalne wciskanie go. Jeśli faktycznie każda wzmianka o książce jest przez Ciebie traktowana jako niechciana lub  stawiasz znak równości między marketingiem a reklamą, warto zastanowić się nad wydawnictwem, lub agencją  który cały proces promocji przeprowadzi za Ciebie. Jednak wymaganym minimum jest strona książki (może być stworzona również jako bezpłatny profil w mediach społecznościowych) oraz kilka słów o sobie. Warto też zastanowić się nad jednym czy dwoma spotkaniami dla osób, które są zainteresowane tytułem – możesz się wybrać na spotkanie tematyczne (i zabrać ze sobą książkę) lub sam je zorganizować. To tak na dobry początek…

3. „Nie chcę wyskakiwać z lodówki.”

W dzisiejszym świecie przepełnionym treściami, naprawdę ciężko jest przesadzić z ilością publikowanych informacji. Co więcej – nawet poradniki o tym, jak być odpornym na sugestie reklam czy jak odpoczywać lepiej i wyłączyć się z sieci są konsekwentnie reklamowane (w internecie również). Warto więc zrewidować swoje przekonania o „wyskakiwaniu z lodówki”. Zastanów się także nad tymi produktami, które według Ciebie mają stonowaną kampanię reklamową – może po prostu stosują inne chwyty marketingowe, ale nadal te produkty są obecne na wielu płaszczyznach?

4. „Nie wiem, jak to zrobić.”

Metoda małych kroków. Zastanów się, co chcesz, żeby Czytelnicy wiedzieli o Twojej książce, jak chcesz żeby była postrzegana, do kogo ma dotrzeć, dlaczego komuś się przyda? Spisuj wszystkie hasła, fajne cytaty, które wypatrzysz w internecie – zbuduj sobie bazę wszystkiego, co tekstowo pasuje do tematu lub zacznij pisać sam. Nie musisz robić wszystkiego w jeden dzień, pracuj slow i rozciągnij swoje działania – ważne, żeby codziennie zrobić coś w tej kwestii. Mając solidną bazę możesz ruszyć dalej, tzn. budować profil w social mediach, szukać grup czy for internetowych, gdzie zaczniesz zabierać głos. Szukaj także miejsc, gdzie przebywają Twoi potencjalni Czytelnicy, nie tylko osoby, które robią to samo, co Ty (reklamowanie książki w środowisku autorów ma swoje plusy, ale pomyśl też o Czytelnikach z innych dziedzin, którzy mogą być zainteresowani publikacją). Na koniec – konsekwencja. Publikuj i ciągle szukaj nowych miejsc na pokazanie książki, poruszaj się małymi krokami, a po niedługim czasie zobaczysz, że to naprawdę przynosi efekt.

5. „Robienie wszystkiego samemu i tak nie ma sensu.”
To stwierdzenie jest efektem… marudzenia 😀 Ciężko przekonać kogoś, kto myśli w ten sposób, do marketingu lub działań nakierowanych na sprzedaż. Energia, którą w sobie mamy wpływa również na Czytelnika i nawet, jeśli próbujesz ukryć swoje nastawienie przed nim, Twoje przekonania szybko mogą zostać zdemaskowane. Tutaj proponujemy uzbroić się w pozytywne nastawienie, bo szkoda pracy, którą włożyłaś/eś w stworzenie książki! 🙂 

6. „Nie mam na to czasu.”
Czas nie stanowi przeszkody w planowaniu działań marketingowych – na rynku istnieją różne aplikacje, które pomogą w automatyzacji wysyłanych maili czy publikowania postów, a raz ustawiona reklama w sm może wyświetlać się przez wybrany wcześniej przez Ciebie czas. To prawda, że wersje darmowe aplikacji często zawierają np. okrojoną ilość postów do zaplanowania, ale zawsze możesz rozbić swoje działania i część ustawić na jednej aplikacji, a drugą połowę – na innej.  Jeżeli Twój marketing będzie przemyślany, w jedno popołudnie ustawisz automatyzację działań nawet na najbliższy miesiąc. 

Wywiad z Danielem Siwcem, autorem książki „Flipy od zera”.

Wywiad z Danielem Siwcem, autorem książki „Flipy od zera”.

Współpracę z self-publisherami cenimy z wielu powodów, a jednym z nich jest niewątpliwie różnorodność treści, z którymi się spotykamy. Styliści, mentorzy, inwestorzy, mamy które piszą dla mam… mnogość tematów i dziedzin nie pozwala nam się nudzić w pracy.
Dzisiaj chcielibyśmy pokazać Wam slef-publishing okiem Daniela Siwca, który zajmuje się nieruchomościami od 10 lat. Założył i rozwinął własne biuro nieruchomości. Zrobił ponad 200 flipów. Od 5 lat zajmuje się działalnością deweloperską. Na stałe mieszka i pracuje w Lublinie. To właśnie tu inwestuje w nieruchomości oraz prowadzi swoje Warsztaty z Flipów, Flipów Hurtowych oraz Warsztaty Deweloperskie, na których uczy swoich autorskich metod zarabiania na nieruchomościach. Jest także autorem trzech książek:

„Flipy od zera” [KLIK],
“Nowoczesny Inwestor” [KLIK] oraz
“Nowoczesny Deweloper” [KLIK].

1. Co jest najbardziej ekscytujące w życiu Autora?

 Myślę, że reakcje czytelników. Ja nie zajmuję się pisaniem zawodowo – to tylko niewielki wycinek mojej działalności. Książki to dla mnie sposób na podzielenie się swoją wiedzą i doświadczeniem. Z racji tego, że w głównej mierze zajmuję się nieruchomościami to proces powstawania książki trwa dość długo. Od momentu koncepcji do wydania mijają długie miesiące. W tym czasie borykam się z wieloma wątpliwościami: czy ta treść będzie przydatna dla moich czytelników? Czy spełnię ich oczekiwania? Czy to dobry kierunek? Potem przychodzi dzień premiery i moment w którym setki osób dostają moją książkę. I wtedy przychodzi chwila prawdy: co ludzie na to? I kiedy dostaję wiadomości z podziękowaniem od osób, którym moja książka pomogła – to jest prawdziwa, ekscytująca nagroda. 

2. Jakie książki, gazety, publikacje towarzyszą Panu w życiu codziennym?

Cóż. Nie narzekam na nadmiar czasu, dlatego zwykle decyduję się na audiobooki. Wybieram najczęściej te związane z rozwojem osobistym lub nieruchomościami. 

3. Czy kiedykolwiek starał się Pan o współpracę z wydawnictwem?

Nie, od początku wiedziałem, że będę chciał wydać swoje książki sam. Nie próbowałem nawiązać współpracy z wydawnictwem, bo nie widziałem w tym absolutnie żadnych korzyści, a jedynie ograniczenia.

4. Co według Pana sprawia, że Autorzy decydują się na wydanie książki przez wydawnictwo?

Myślę, że ograniczeniem dla wielu autorów są po prostu finanse. Jeśli nie masz kilkunastu tysięcy, które na start możesz zainwestować, to współpraca z wydawnictwem może wydawać się idealnym i wręcz jedynym rozwiązaniem. Czy słusznie? Nie mnie oceniać. Jest jednak mnóstwo metod na pozyskanie środków na wydanie pierwszej książki. Sądzę też, że sporo osób zwyczajnie może bać się takiej inwestycji. Bo co w sytuacji jeśli książka nie będzie się sprzedawać? Współpracując z wydawnictwem mamy to ryzyko w pewnym sensie zdjęte z barków. 

5. Co jest ograniczające w publikowaniu w ramach self-publishingu, a jakie są jego plusy?

Szczerze mówiąc, nie widzę niczego ograniczającego w self-publishingu, z mojego punktu widzenia, są same plusy takiego rozwiązania. 
Nie jestem związany żadną umową, więc mam pełną dowolność: terminów, treści i ostatecznego kształtu mojej publikacji. Myśląc o tym teraz, przychodzi mi do głowy jedyny słaby punkt. Ta „wolność” oznacza, że trzeba samemu znaleźć motywację do skończenia pracy. Nie można liczyć na kopniaka od wydawcy.

6. Z czym trzeba się zmierzyć przy wydawaniu książki samemu? Pytanie dotyczy tego, co dzieje się po napisaniu całego tekstu.

Musisz znaleźć, zakontraktować i opłacić wszystkie kolejne etapy – korekta, redakcja, skład, okładka, druk. Skoordynowanie tych wszystkich elementów bywa po prostu trudne. Trzymając w ręku książkę nie widzisz wszystkich kroków, które dzielą „rękopis” od gotowego produktu stojącego na księgarnianej półce. Ale chyba najtrudniejszą częścią całego procesu jest jednak współpraca z drukarnią. Za to bardzo sobie chwalę logistykę, dystrybucję i magazynowanie moich książek. W zasadzie po mojej stronie jest wyłącznie opłacanie faktur. 

7. Czy ma Pan swoich ulubionych self-publisherów? Mogą to być też publikacje spoza beletrystyki stricte.

Myśląc o self-publishingu nie sposób nie wspomnieć o Michale Szafrańskim, który głośno mówi też o tej bardzo przyjemnej stronie bycia self-publisherem, czyli o zarabianiu na swojej pracy. To może być mega inspiracja dla każdego kto waha się nad współpracą z wydawnictwem lub self-publishingiem. 

8. Jakie inne zainteresowania są u Pana na równi z pisaniem?

Moją największą pasją są nieruchomości. To dziedzina w której się realizuję i w której czuję się najlepiej. Udaje mi się ją także prosto połączyć z pisaniem – piszę o nieruchomościach. Na ten moment wydałem 3 książki traktujące o zarabianiu na nieruchomościach. 

9. W jakim innym zawodzie może sprawdzać się talent pisarski?

Poza tymi stricte związanymi ze słowem, takimi jak na chociażby dziennikarstwo, przyda się każdemu, kto chce podzielić się swoją historią. A kto z nas nie dzieli się dziś swoimi przemyśleniami, wiedzą? Ciągle coś publikujemy, nawet na facebooku. Zresztą trudno dziś powiedzieć gdzie każdy z nas będzie jutro. Ja zaczynałem jako pośrednik, dziś piszę książki i występuję przed publicznością liczącą setki osób. Tu też przydaje się umiejętne prowadzenie narracji. Pomyśleć, że język polski był dla mnie jednym z najtrudniejszych przedmiotów w szkole. Naprawdę, szło mi fatalnie.

10. Proszę wymienić 5 cech dobrej publikacji.

Myślę, że dobra publikacja to przede wszystkim publikacja pożyteczna, motywująca, przystępnie napisana i przede wszystkim taka, która bawi i uczy jednocześnie. 

Dziękujemy Danielowi za czas, który nam poświęcił i przypominamy link do jego najnowszej książki, której przygotowaniem okładki zajęła się pracownia 27pixeli
‘Flipy od zera” [KLIK].

Nowela w 30 dni – listopadowe wyzwanie.

Nowela w 30 dni – listopadowe wyzwanie.

Listopad, dzięki swojej dość przygnębiającej aurze, może wnieść dużo pozytywnych wibracji do self-publisherskiej twórczości. W Stanach Zjednoczonych, dokładnie 20 lat temu, zrodziła się inicjatywa pisania nowel w listopadzie. Początkowo liczyła jedynie 21 uczestników, ale z roku na rok do pomysłu dołączali nowi Autorzy. Obecnie akcja rozszerzyła się na cały kraj (jej oficjalna nazwa to National Novel Writing Month), a jak widać echo pisania nowel w listopadzie odbiło się również w Polsce, o czym świadczy ten artykuł (a aura naszej jesieni przyznaję… jest wyjątkowa).

Na czym polega NaNoWriMo?

Przede wszystkim jest to wyzwanie autorskie, które rzucasz sobie sam – nikt nie będzie nad Tobą stał i motywował do pisania (ile to już razy wspominałyśmy o planie produktywności?), nie logujesz się na żadnej stronie internetowej*, gdzie umieszczasz swoje postępy… nie. Jesteś tylko Ty i papier 🙂 lub Ty i komputer 🙂 Bez oszukiwania!

Inicjatywa pisania w listopadzie rozpoczyna się oczywiście 01.11, dokładnie o godz. 12:00 i kończy minutę przed północą 30.11. Zatem masz 30 dni na napisanie noweli, która składa się z conajmniej 50 000 słów (przypominamy, że 1 ark. wydawniczy to 40,000 znaków ze spacjami) lub początku noweli, który składa się z 50 000 słów, a resztę możesz dopisać np. w trakcie długich, zimowych wieczorów. 

Możesz rozpisać sobie plan działania przed 01.11, ale żaden z fragmentów, który przelałeś na papier przed oficjalnym rozpoczęciem NaNoWriMo nie może być częścią listopadowego tekstu. 

Jak to wygląda w liczbach?

Na pisanie w listopadzie wg. wyliczeń (moich :D) trzeba jednak przeznaczyć sporo czasu. Szacując, że w godzinę można napisać „na brudno” 1 700 słów, to godzina dziennie wystarczy aby w 30 dni stworzyć bazę tekstu, przy czym wszystko musi iść zgodnie z rozpisanym wcześniej planem – inaczej Autor zapętli się, tracąc czas na rozmyślanie tym, co jego bohater zrobić powinien lub wchodząc w zbędne opisy. Godzina dziennie daje nam dopiero surowy tekst, który potrzebuje poświecenia mu czasu na auto-redakcję, załóżmy, że to kolejna godzina (mamy już 2, czyli niemal 3 odcinki ulubionego serialu na Netflixie) w ciągu dnia poświęcona na pisanie. Biorę również pod uwagę to, że nie zawsze wena przyjdzie do nas akurat po przyjściu z pracy i łyku popołudniowej kawy, więc dorzucam ekstra 30 min na „przestoje twórcze” – zrobiło się już 2,5 h dziennie. Te obliczenia niech będą wstępem do Twojego planu działania 🙂

Listopadowy akcent polski.

Napisanie noweli w miesiąc to trudne zadanie, jednak odnoszę wrażenie, że utrzymanie dyscypliny w osiagnięciu celu, a przede wszystkim wygospodarowanie czasu na pisanie, jest jeszcze trudniejsze! Traktuję więc to wyzwanie bardziej jako walkę ze sobą i nie poddawanie się presji, niż jako wyścig w literackich zawodach… Co ciekawe, w bieżącym roku w repertuarze Narodowego Czytania znajduje się aż 8 otworów i wszystkie z nich to… no właśnie – nowele. Jeśli nie zamierzasz przystępować do wyzwania NaNoWriMo, możesz wziąć udział w Narodowym Czytaniu (po więcej informacji kliknij TUTAJ) i sięgnąć po książkę, w ten sposób spędzając czas z nowelą w  listopadzie 🙂

* żeby wziąć udział w amerykańskiej inicjatywie NaNoWriMo możesz zarejestrować się na stronie, klikając TUTAJ.

5 pomysłów na posty na Twojego bloga.

5 pomysłów na posty na Twojego bloga.

Zanim zaczniesz prowadzić bloga, dobrze jest wiedzieć, że:

– potrzebujesz na początek 10 – ciu wpisów (a najlepiej zabezpiecz się na cały miesiąc). Odstaw je na kilka dni (tzn. tak na 4 – 5), przeczytaj je ponownie, odpowiedz na pytanie: „czy to jest dokładnie to, co chcę udostępnić szerszej publiczności” i dopiero wtedy działaj.

– to, co publikujesz na blogu musi być Twoje. Darmowe zdjęcia stockowe są już tak rozpoznawalne w sieci, że każdy, kto znalazł się choć raz na takiej stronie jest w stanie wskazać na nie palcem, kiedy pojawiają się na monitorze (i nie piszę tego, dlatego, że w pracowni 27pixeli mamy profesjonalny sprzęt i jest nam „łatwiej”- to, co publikujesz ma wyjść od Ciebie). Nie ma nic złego w używaniu darmowych fotografii czy grafik, natomiast konkurencja jest na tyle duża, poprzeczka ustawiona tak wysoko, że… chcesz się wyróżnić na jej tle, prawda? 

Zdjęcia zrób sama/sam, nie kopiuj cudzych wpisów i pamiętaj, że najłatwiej jest być… sobą 🙂

– jeśli boisz/wstydzisz się pisać pod własnym nazwiskiem lub nie wierzysz w siebie – po pierwsze: wyrzuć te pochmurne myśli z głowy i podziel się z innymi swoją wiedzą 🙂 

Jeżeli natomiast czekasz na „dobry moment”, weź pod uwagę, że nie musisz się od razu afiszować – znajdź nick dla siebie, nazwę dla bloga, a kiedy tylko poczujesz się pewnie, dodaj imię, zdjęcie oraz notatkę w zakładce „o sobie” 😉

OK, ok… ale wpis miał być przecież o tym, jak znaleźć inspiracje na posty, więc obiecuje, że już nie będę przedłużać:

1. Spisuj pomysły na kartkę. Papier Ci podpowie, czy pomysł jest na tyle dobry, aby publikować go już teraz, czy może musi chwile poczekać w szufladzie, dołączyć do innego lub… rozpłynąć się w powietrzu. Pomysły na papierze wyglądają inaczej, spogląda się na nie z innej perspektywy – to jakaś magia, poważnie!… 😉 P.S. w pracowni kochamy papier <3

2. Nie pozbywaj się tematów, które teraz Ci nie leżą i postów, które nie wyszły najlepiej. W końcu, gdy na nie trafisz po jakimś czasie okaże się, że brakuje im dosłownie kilku muśnięć i mogą iść w świat, a przynajmniej w jego cyber część.

3. Zapytaj swoich Czytelników, czy jest temat, który chcieliby żebyś poruszyła/poruszył. Zrób ankietę na fanpage’u z możliwością dopisywania przez społeczność własnych pozycji do listy.

4. Zamiast tematu, poszukaj emocji. Może wyczerpałaś/eś już eksperckie pokłady na tę chwilę i potrzebujesz poruszyć sprawy, które Ciebie ruszają? Blogujesz o fit przepisach, ale ostatnio pojechałaś/eś na tłustego burgera? Idealna mama, która szaleje z koleżankami na weekendzie w SPA? Pani domu, która wpuszcza na czysty parkiet Burka z ubrudzonymi od błota łapkami?
Albo gorzej… zamawia usługę sprzątania!
To nie pasuje na wpis do Twojego bloga… Ale jakto nie? 😀

5. Urozmaicaj swoje posty. Dobra treść to nie tylko literki – grafiki, zdjęcia czy krótki filmik są w stanie przekazać wiele, a nawet trafnie zastąpić przydługie wypracowania. Zwięzła treść + grafika + cytat idealnie ujmujący temat ET VOILA!

Pamiętaj, że blog to może być początek czegoś większego. Ostatnio pisałam o blooku (artykuł) – specjalnej książce, która powstaje na bazie wpisów z internetu i jest wydawana w formie drukowanej. Z tego pomysłu skorzystała m.in. Krystyna Janda, a w Ameryce gatunek doczekał się własnej nagrody, która jest przyznawana co roku. 

To jak, o czym dziś napiszesz? 🙂

Blook… z czym to się je?

Blook… z czym to się je?

Co to jest blook? 

Jeżeli jeszcze nie spotkaliście się z tym słowem, to najwyższa pora, aby to zmienić. Na fali popularności internetowych blogów i stale rosnącej ilości profili tematycznych w mediach społecznościowych, zrodził się pomysł, żeby wydać treści, dostępne jedynie on-line, w formie publikacji drukowanej. Scenariuszy wydania blooka jest kilka, czasem blogi powstają już z zamysłem przeniesienia ich późniejszych postów na papier, częściej jednak jest to wydawnicza adaptacja treści on-line. Pierwsza taka próba „wyniesienia” treści z internetu, miała miejsce w 2001 r, a pięć lat później powstała amerykańska nagroda dla blookowiczów- Blooker Prize.
W skrócie: blook to kombinacja angielskich słów blog oraz book, które oznaczają drukowaną wersję zawartości bloga internetowego.

Przykłady blooków, Polska:
– „Świat według blondynki” (aalli.blog.pl)
– „Bazylek daje radę” (Jacek Pałka)
– „Cichodajka.pl” (Weronika R.)
– „www.małpa.pl” (Krystyna Janda)
– „Amok” (Krystian B.)
– „Blogostan” (Joanna Opiat-Bojarska)
– „Złodziejka marzeń” (Anna Sakowicz)

Przykłady blooków, Świat:
– „Julia and Julia” (Julie Powell)
– „Girl with One-Track Mind” (Abby Lee)
– „Baghdad Burning: Girl Blog from Iraq” (Riverbend)
– „It’s your time you’re wasting” (Frank Chalk)
– „User Interface Design for Programmers” (Joel Spolsky)
– „Blood, Sweat and Tea: Real-Life Adventures in an Inner City Ambulance” (Tom Reynolds)
– „Egg Bacon Chips & Beans – 50 Great Cafes And The Stuff That Makes Them Great” (Russell Davies)

Dlaczego warto wydać blook?

Przede wszystkim, blog stanowi bazę informacji, które gromadziłaś/-eś dłuższy czas, dlatego wzbogacając go o dodatkowy komentarz, możesz stworzyć książkę ekspercką. Wybór treści, postów i zdjęć również należy do Ciebie, jeśli prowadzisz blog o szeroko pojętym lifestyle’u, możesz podzielić wpisy na kategorie i wydać serię tematycznych blooków ze skondensowaną wiedzą na temat designu, świetnych cukierni czy popularnych miejsc. Jest to młodzieżowa, interesująca forma publikacji, która zdobywa na popularności, a także żartobliwa i lekka forma książki w klasycznym tego słowa znaczeniu. Dodatkowo, ktoś, kto trafi na Twojego bloga w sieci, zapewne będzie czytał go od „chwili znalezienia”, a przecież wcześniejsze posty również zasługują na uwagę- blook serwuje Czytelnikowi temat, który zgłębiałaś/ -eś od A do Z i żadna z informacji nad którymi pracowałaś/ -eś nie zostanie pominięta. Trzeba mieć na uwadze, że książką drukowaną trafiasz do innej i szerszej publiczności, a dokładając się do kultury czytania książek, promujesz detoks od internetu oraz social mediów (czego w dzisiejszych czasach naprawdę potrzebujemy).

Blooki, nagrodzone w konkursie Blooker Prize, zostały wydane i sprzedane w setkach tysięcy kopii- to się nazywa bestseller! 😉

Za co kochamy książki?

Za co kochamy książki?

▪ Za to, że stwarzają nam możliwość rozwoju.
▪ Za to, że dostarczają wiedzy.
▪ Za to, że wzbogacają nasze słownictwo.
▪ Za to, że są przyjemne w dotyku.
▪ Za zapach.
▪ Za to, że zaspokajają głód intelektualny.
▪ Za relaks.
▪ Za to, że są doskonałą rozrywką.
▪ Za to, że zabijają nudę.
▪ Za to, że pobudzają kreatywność.
▪ Za to, że odrywają nas od codzienności.
▪ Za historie i opowieści.
▪ Za to, że budują w nas empatię.
▪ Za to, że rozbudzają naszą wyobraźnię.
▪ Za to, że pomagają zdefiniować nasz system wartości.
▪ Za to, że dzięki nim chcemy być lepsi.
▪ Za to, że poszerzają nasze horyzonty.
▪ Za to, że pozwalają nam wczuwać się w położenie bohaterów.
▪ Za to, że umożliwiają podróże w nieznane miejsca.
▪ Za to, że odstresowują.
▪ Za to, że dzięki nim ćwiczymy pamięć.
▪ Za to, że poprawiają nam nastrój.
▪ Za to, że dodają nam siły i zapału.
▪ Za to, że nas inspirują.
▪ Za to, że można za darmo wypożyczyć je w bibliotece.
▪ Za to, że możemy je kartkować.
▪ Za to, że nie trzeba podłączać ich do prądu.
▪ Za to, że można z nich bezpiecznie korzystać w czasie kąpieli
w wannie.
▪ Za to, że dzięki nim szybciej zapamiętujemy.
▪ Za to, że jest ich więcej niż wersji elektronicznych.
▪ Za to, że wzbudzają wrażenia estetyczne.
▪ Za to, że można je pożyczyć, sprzedać, podarować, przekazać.
▪ Za to, że są doskonałe na prezent.
▪ Za to, że można otrzymać je z autografem.
▪ Za to, że podobno posiadają duszę.
▪ Za to, że nie zbierają danych o nas.
▪ Za to, że widzimy w nich siebie.
▪ Za to, że możemy być z nimi sam na sam.
▪ Za to, że możemy się nimi wymieniać z przyjaciółmi.
▪ Za to, że potrafią opisać świat i zjawiska naukowe.
▪ Za to, że można znaleźć w nich odpowiedź na każde pytanie.
▪ Za to, że uczymy się z nich.
▪ Za to, że każdy może je mieć, niezależnie od statusu, pochodzenia, poglądów.
▪ Za to, że możemy je tworzyć 🙂


Gdzie są publikowane recenzje książek?

Gdzie są publikowane recenzje książek?

Miłośnicy książek są zdani wyłącznie na siebie i swoje odczucia przy wyborze publikacji, na którą poświęcą czas i pieniądze. Niejednokrotnie szeroko reklamowana pozycja zawodzi oczekiwania, a kolejna część serii (chociażby z gatunku kryminał) mimo, że teoretycznie wiadomo, czego się po niej spodziewać, nie trafia w gust Czytelnika. Warto więc przeczytać kilka niezależnych recenzji z różnych źródeł, żeby ryzyko kupienia księgarnianego bubla zredukować do możliwego minimum. Gdzie szukać takich wskazówek, rzetelnych opinii, wartościowych komentarzy?

1. W internecie.

Sieć jest pełna rankingów bestsellerów, blogów moli książkowych i kanałów recenzentów. Daje możliwość odszukania osoby w podobnym wieku, zainteresowaniach czy upodobaniach, co Ty, a która prowadzi sekcję „recenzje”. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że polecana przez taką osobę książka, spodoba się również Tobie.

2. W prasie.

Jeśli chcesz być na bieżąco z popkulturą, obserwuj ostatnie strony gazet. Znajdują się tam krótkie wzmianki i opisy o tym, z czym aktualnie można się spotkać na półkach księgarń. Oprócz polecanych książek, można tam również znaleźć inne gazety danego wydawnictwa, które także mogą przypaść Ci do gustu.

A jeżeli to, co proponują gazety jest dla Ciebie zbyt mainstreamowe, poszukaj pism literackich, które szerzej zajmują się literaturą.

3. W radiu.

Tak, w radiu również można usłyszeć recenzje książek i naprawdę warto poświęcić im chwilę. Są to zazwyczaj dobrze przygotowane audycje, ponieważ kanału radiowego nie może otworzyć każdy. Osobiście bardzo dobrze wspominamy program III Polskiego Radia i redaktora Michała Nogasia, który wraz z Wojciechem Mannem przedstawiał recenzje w piątkowe poranki.

Kiedy będziesz już dobrze zorientowana w mediach traktujących o książkach, warto przygotować sobie listę osób, których profile / kanały / rubryki regularnie odwiedzasz przed kupnem wypatrzonej publikacji. Bardzo możliwe, że zwróciła także ich uwagę i pomogą Ci w podjęciu decyzji o przeznaczeniu swojego cennego czasu i pieniędzy na właśnie „tę” książkę.

artykule nie podałyśmy adresów blogów, kanałów, gazet etc, ponieważ wiemy, że nasz portal czytają różne osoby o kolorowym guście, a nie chcemy narzucać swojego 🙂 Dla wszystkich, którzy są zainteresowani konkretną listą adresów www, tytułami gazet czy audycji, zapraszamy na stronę książki „Proste wydanie” (http://www.prostewydanie.pl).